STOP pseudohodowcom!
o kocie. o życiu jego. o nas. taki draśnięty Williamem blog. I tyle.
RSS
środa, 26 września 2012
poniedziałek, 10 września 2012
Skoro powiedzialam A, bede musiala powiedziec "be" ;). Wracamy!
Zupełnie nowi, dokoceni, uśmiechnięci. Czy szczęśliwi - w imieniu człowieków powiem, że tak. W imieniu Williama powiem "chyba Was pogięło". W imieniu Gandzi powiem "tak, tak, tak". W imieniu NIESPODZIANKI, której jeszcze nie znacie, nie wysłowię się ze szczęścia. 
Niebawem nowy adres. I nowi my. Czekamy na Was :), 
12:55, kotoblog
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Kotki wiosenne. Prawie pachnące ;)








16:57, kotoblog
Link Komentarze (19) »
środa, 06 kwietnia 2011

Targana wyrzutami sumienia, że Inne Futra mają takie fajne, a moje taki nie fajny, wyskrobawszy z konta ostatnie złotówki, zakupiłam drapak. Nie jakiś taki wielki bardzo, bo mieszkanie niewielkie, ale fajny. Dwupiętrowy, dwubudkowy, kolorowy. Git. Przywieźli. Przywieźli i drapak i wędkę i kocimiętkę. Full imprezowy zestaw dla wiosennie rozbudzonych kotków. Z wypiekami na twarzy zabrałam się za montowanie sprzętu. Kotki polegiwały nieopodal przypatrując się dość sceptycznie. Bo się bałagan zrobił, bo podłogę zaanektowałam, bo to nowe zaanektowało mnie, więc nici z zabawy, bo zapach nie ten, bo po co to, bo bez sensu w ogóle. Nie zrażona zdegustowanymi minami dokręcałam, przykręcałam, klnąc od czasu do czasu. Zielono brązowe cudo stanęło w końcu, stabilnie i prosto. Koty ani drgnęły.

Oswoją się, przyzwyczają, będą zachwycone. Żeby koteczki rozbawić wzięłam nową, wypasioną, śliczną, no, zabaweczkę. Pomajtałam przed zblazowanymi noskami. Nic. Zero. Koty oślepły, kotom się sensory zepsuły, apatyczne Futra patrzyły coraz bardziej pogardliwie, rzekłabym, że wydymając swe metkowe usteczka.

Wzrok mój przykuła kocimiętka. No tak! Dopalacza im potrzeba! Podsunęłam ziele pod mordki i tym samym przegięłam na całej linii. Kot William zabiwszy mnie spojrzeniem, prawie zdrowych oczu, prychnął, kichnął i się wyniósł. Liliowa, oprócz standardowego zachowania kota oburzonego, dała upust swej frustracji i ziele demonstracyjnie zakopała, po czym z zadartym ogonem podążyła za Rudym, komunikując „sama se weź i drap to COŚ, a jak chcesz zrób se jointa z tego ziela, może ci się zachce bawić Tym Czymś”.

Nie minęło parę minut, koteczki wróciły, po czym pobiły się o karton, który został po drapaku „bo to najfajniejsza miejscówka i zabawownia”, „stoczyły również walkę o to kto się będzie bawił koralikami moimi naszyjnymi, po czym kolektywnie zawisły na starym drapaku, z którego w zasadzie została już tylko nazwa.

Nowy drapak został przestawiony do przedpokoju i owszem, kot William czasem z niego korzysta, bo ma bliżej do lustra w którym z wielką atencją się sobie przygląda.

No, to mi się trafiła arystokracja zafascynowana nowymi technologiami.


P.s. zdjęć nie ma. Bo co ja będę sam drapak fotografować. Chyba, że zrobię jednak tego skręta z kocimiętki;)

21:16, kotoblog
Link Komentarze (7) »
środa, 23 marca 2011
Czuję się bardzo nie bardzo. Sadness mnie ogarnęła. Depression wisi w powietrzu. Mimo, że spring za oknem. Bo ja rozumiem, że blog Rudy zapoczątkował, rozumiem, że zżyliście się z nim, a on wziął Was na litość. Bo oko, sroko, bo malutki, chorutki, no bidulek no. Ale się pojawiłam i nie, że atencji potrzebuję, nie, że o splendor się domagam, nie.

Są fakty. One z Wysp do najzgrabniejszych może  nie należą. Może i Brytyjki zbyt urodziwe nie są. Może i o dietę bardziej dbać powinny. Ale polska kuchnia, nie fusion, najsmaczniejsza jest. One, jak wiemy, emocjami targane są. Targana emocjami Ona, pocieszenia szuka. Jeśli jedyny mężczyzna w zasięgu, wykastrowany jest, to Ona, Brytyjka, pocieszenia szuka w jedzeniu. Ona Brytyjka nie biega specjalnie, niskopienna jest raczej, bo wiadomo, fakty, a w faktach flegma. Brytyjska. Ale pokaże się zdjęcie Wilutka srutka i od razu lajki. I komenty. Pokaże się zdjęcie Brytyjki, to owszem lajk jest, ale MK rozumie, bo MK z nadbudowanym Ryśkiem mieszka i Ryśka nadbudowanego wspiera. Pokaże się zdjęcie Brytyjki i nic. Cisza, jak makiem zasiał. To ja oficjalnie unlika strzelam. Nie to nie, jak Rudy zaanektował bloga, to niech Rudy bloga czytających bawi. Niech wygina ciało rude, cętkowane, zdredowane. I erudycją swą epatuje. Ja chwilowo z bloga korzystać nie będę. Niech se Rudy poczytność zbiera. Spocznę w szafie na pidżamkach, krewetkę przekąszę. A blog z pazurem niech se będzie Willo-szowinistyczny. Zawsze mogę założyć liliową alternatywę. A Ryśka całuję. Mimo, że Rudy.

Gandzia. Kotka brytyjska liliowa.






20:36, kotoblog
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 21 marca 2011

Koty wiedzą, kiedy mogą sobie pozwolić. Wiedzą, jak miauknąć, żeby zwlec z łóżka o 5 rano, bo zakrętka od wody wpadła pod kanapę, a to jest właśnie TA jedyna i niepowtarzalna zakrętka, idealna do zabawy o 5 rano. W sobotę. Koty wiedzą, jak należy spojrzeć, żeby skonany po pracy człowiek biegł do nocnego, bo przecież nie ma ani jednego kawałka wędlinki, żeby kot mógł się nią pobawić. Bo zjeść niekoniecznie. Koty wiedzą doskonale jak miauknąć, żeby przekonanemu o ich pełnych brzuszkach człowiekowi uzmysłowić, że ma schizofrenię i koty przecież jeść nie dostały, a że w worku puste są saszetki to się jemu, temu człowiekowi, wydaje tylko. Bo koty jeść przecież nie dostały. Koty wiedzą, jak drapnąć w drzwi żeby je wpuścić i jak po 5 sekundach drapnąć znowu, bo jednak nie w te drzwi miały być wpuszczone. W te inne, po drugiej stronie mieszkania.

Ale koty wiedzą też inne rzeczy. Koty wiedzą, kiedy bumsnąć, bo człowiek jest smutny. Koty wiedzą, kiedy show zrobić, bo człowiek nie uśmiechnięty jest. Koty wiedzą, kiedy spać z człowiekiem, bo rozpaczliwie człowiek kogoś żywego w nocy potrzebuje. Koty wiedzą, kiedy położyć łapkę na ramieniu człowieka, który za rękę, w milczeniu kogoś trzymać chce. Wiedzą, kiedy człowiekowi mruczeć do ucha, bo człowiek  marzy o tym, żeby usłyszeć więcej, niż tylko kolejną płytę z kolekcji smooth jazzu. Koty wiedzą, kiedy usiąść naprzeciwko człowieka, i patrzeć na niego mądrymi oczami. Patrzeć i siedzieć razem. Bo wiedzą, że czasem, takie we trójkę posiedzenie, w milczeniu, znaczy dla człowieka więcej niż dwa miliony słów.





20:53, kotoblog
Link Komentarze (6) »
czwartek, 24 lutego 2011

Bo tak. Kiedy już uporaliśmy się z emocjami nader burzliwie w ostatnich dniach się kotłującymi, skonstatowaliśmy racjonalnie i kolektywnie, że nie ma w sumie tego złego, co by nam na dobre nie wyszło.

TCNK wykolegowawszy się od nas, spokorniał jakoś post factum, ale my postanowiliśmy, rzecz jasna kolektywnie, focha zarzucić na trochę jednak dłużej.

Bo tak – wodę do picia odkręcam ja - przy której Liliowa czuje się zdecydowanie bezpieczniej niż przy TCNK, mimo wszystko.

W łóżku, odjąwszy TCNK, jest zdecydowanie więcej miejsca, co obu kotom niezwykle odpowiada.

Zdecydowanie więcej czasu spędzam znów przed komputerem, co znaczy częstszą możliwość polowania na kursor oraz zasiadania na klawiaturze, tudzież pakowania się między mnie a ekran, bo Kota bardziej interesuje przecież screen niż mnie.

Jest też wieczorami więcej miejsca na kanapie, co szczególnie cieszy Liliową, która zimowo rozrósłszy się, do spokojnego odpoczynku przy wieczornym filmie potrzebuje CAŁEJ JEDNEJ oparciowej poduszki.

Kot William poczuł się znowu jedynym mężczyzną w naszym trzygłowym stadku i przypisawszy sobie splendor samca puszy się, wypręża pierś egzotyczną i jodłuje dumnie.

Żeby nie było, że tylko koty plusy znalazły – usypia mnie mruczenie, nie chrapanie, budzi mnie mruczenie, nie chrapanie, nocne rozpychanie się brytyjsko – egzotyczne, mniej jest upierdliwe niż rozpychanie się sporych rozmiarów TCNK.

I rzecz najważniejsza – nasze mieszkanie wreszcie znowu pachnie, a nie śmierdzi fajkami. TCNK kalał bowiem kuchnię dziesiątkami nikotynowych killerów. W związku z ostatnim i najmocniejszym argumentem, focha będziemy mieli dopóki nie zrobi się ciepło i nie wystawimy popielniczki na balkon. Howgh.

12:44, kotoblog
Link Komentarze (2) »
wtorek, 01 lutego 2011

TCNK  wymiksował się był z naszego kolektywu. Nie wiemy czy trwale czy chwilowo. Nie wiemy kiedy i czy się dowiemy. Bo też umiemy strzelić focha, a co!

Koty wzięły to do siebie, bo niby z nimi gadu gadu, a jednak przydomek TCNK na podstawie jego opowieści został nadany. Koty więc miauczą żałośnie, snują się po domu i epatują poczuciem winy. Robię kotom zatem terapię. Bestie, niecnie to wykorzystują, a panie w mięsnym się cieszą, że wędlinki prima sort schodzą. Koty bucają mnie symetrycznie, w związku z czym dosłownie jestem dość zachwiana. Bo, że metaforycznie i emocjonalnie to wiadomo.

Kot William na dodatek wziął sobie do serca, że porzucona kobietę trzeba pocieszyć. Robi więc rzeczy praktykowane jedynie w dzieciństwie, mianowicie grucha gołębio, kicha pieszczotliwie w twarz o poranku, tuli się i śpi ze mną, co zamiast ulgi może przynieść mi nagłą acz spodziewaną śmierć spowodowaną zaduszeniem fruwającym egzotycznym sierściem.

Kot Gandzia cierpi, bo nikt z nią już o poranku monologów nikotynowo – kofeinowych nie prowadzi, poza tym TCNK fontannę obiecał i nici z tego. A kobiety nie lubią jak im się gadżet obieca i słowa nie dotrzyma. Liliowa solidaryzuje się zatem ze mną w fochu i metafizycznym dołku.

William nie ma komu spać na brzuchu, Liliowa nie ma z kim pogadać, ja to już w ogóle. Całe nas troje miauczy zatem, dwójka żałośnie i nic nie wiedząco, ja raczej z rosnącym poziomem irytacji, i uczuć, które określić mogę jedynie słowem niecenzuralnym, czego nie zrobię, bo nie mam info, że blog może zawierać treści przeznaczone tylko dla dorosłych.

I i tak wychodzi na moje, że na takich, co mówią, że  kotów nie lubią (choć zachowują się inaczej) należy uważać!

21:30, kotoblog
Link Komentarze (4) »
środa, 26 stycznia 2011

Wstaje zawsze bladym świtem, siedzi w kuchni kofeinuje się i nikotynuje. Ja wstaję mniej bladym ,ale dzisiaj się zdarzyło. I podsłuchałam...:

TCNK: no myszko wiem, że nie lubisz dymu, to Ci kadzidełko zapalę, będzie mniej śmierdziało.

„Myszka” : miauuu!

TCNK: dobrze, dobrze przestawię

  • tu rumor stołeczka z którego „Myszka” wybija się do skoku

TCNK: wiesz, że kotki powinny pić przegotowaną wodę, prawda?

„Myszka” - (rozdzierająco) – miauuuu!!!

TCNK: no wykończysz mnie

(dźwięk odkręcanego „Myszce” kranu)

…...

Wychodzę do pracy. TCNK udaje się do sypialni i rzuca do leżącego na kanapie Williama : „No Williamku, chodź ze mną, wreszcie sobie razem pośpimy”.

…..

Ta.


12:34, kotoblog
Link Komentarze (2) »
wtorek, 04 stycznia 2011


Ja epatuję smutkiem, że tak publicznie poepatuję. Koty empatyzują się ze mną walcząc ze swoimi emocjami – to strzelą baranka, tu bumsną, to się na cały dzień pod łóżko schowają. Taki mamy tu emocjonalny bałagan trochę, więc bez większych kreatywnych wpisów, tylko informacyjnie:

Kot William ma się raczej lepiej. Wciąż płacze z różnych powodów na brązowo, tudzież roni brązowe łzy nie mogąc przywalić uciekającej Liliowej. Na razie tylko to, więc czekam, niedługo telefoniczną konsultację dr Garncarza.

Kot Gandzia coraz częściej zachowuje się adekwatnie do swojego imienia, najpierw latając po całym mieszkaniu i miaucząc na sto różnych dźwięków, a poźniej zasiada przed miseczką tudzież lodówką i domaga się, wiadomo, żołądkowego wypełniacza. Żeby zatem kota żadnego nie konfudować – bo Will oczy zapłakane, bo Gandzia się już w kadrze nie mieści, zdjęć dzisiaj nie będzie. Ale jak tylko wrócimy do formy i zacznie być jasno po moich powrotach z pracy, dokumentację zamieścimy.

To tyle na razie.

Reszta, jak wszyscy – mam nadzieję, wkrótce.

21:54, kotoblog
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10