Ostatnie wpisy
Zakładki:
Bo tak
Klikam
Kocie
#stopkillingdogs
|
o kocie. o życiu jego. o nas. taki draśnięty Williamem blog. I tyle.
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
środa, 06 kwietnia 2011
Targana
wyrzutami sumienia, że Inne Futra mają takie fajne, a moje taki nie fajny,
wyskrobawszy z konta ostatnie złotówki, zakupiłam drapak. Nie jakiś taki wielki
bardzo, bo mieszkanie niewielkie, ale fajny. Dwupiętrowy, dwubudkowy, kolorowy.
Git. Przywieźli. Przywieźli i drapak i wędkę i kocimiętkę. Full imprezowy
zestaw dla wiosennie rozbudzonych kotków. Z wypiekami na twarzy zabrałam się za
montowanie sprzętu. Kotki polegiwały nieopodal przypatrując się dość
sceptycznie. Bo się bałagan zrobił, bo podłogę zaanektowałam, bo to nowe
zaanektowało mnie, więc nici z zabawy, bo zapach nie ten, bo po co to, bo bez
sensu w ogóle. Nie zrażona zdegustowanymi minami dokręcałam, przykręcałam,
klnąc od czasu do czasu. Zielono brązowe cudo stanęło w końcu, stabilnie i
prosto. Koty ani drgnęły. Oswoją
się, przyzwyczają, będą zachwycone. Żeby koteczki rozbawić wzięłam nową,
wypasioną, śliczną, no, zabaweczkę. Pomajtałam przed zblazowanymi noskami. Nic.
Zero. Koty oślepły, kotom się sensory zepsuły, apatyczne Futra patrzyły coraz
bardziej pogardliwie, rzekłabym, że wydymając swe metkowe usteczka. Wzrok
mój przykuła kocimiętka. No tak! Dopalacza im potrzeba! Podsunęłam ziele pod
mordki i tym samym przegięłam na całej linii. Kot William zabiwszy mnie
spojrzeniem, prawie zdrowych oczu, prychnął, kichnął i się wyniósł. Liliowa,
oprócz standardowego zachowania kota oburzonego, dała upust swej frustracji i
ziele demonstracyjnie zakopała, po czym z zadartym ogonem podążyła za Rudym,
komunikując „sama se weź i drap to COŚ, a jak chcesz zrób se jointa z tego
ziela, może ci się zachce bawić Tym Czymś”. Nie
minęło parę minut, koteczki wróciły, po czym pobiły się o karton, który został
po drapaku „bo to najfajniejsza miejscówka i zabawownia”, „stoczyły również
walkę o to kto się będzie bawił koralikami moimi naszyjnymi, po czym
kolektywnie zawisły na starym drapaku, z którego w zasadzie została już tylko
nazwa. Nowy
drapak został przestawiony do przedpokoju i owszem, kot William czasem z niego
korzysta, bo ma bliżej do lustra w którym z wielką atencją się sobie przygląda.
No, to mi się trafiła arystokracja zafascynowana nowymi technologiami. P.s. zdjęć nie ma. Bo co ja będę sam drapak fotografować. Chyba, że zrobię jednak tego skręta z kocimiętki;)
środa, 23 marca 2011
Czuję się bardzo nie bardzo. Sadness mnie ogarnęła.
Depression wisi w powietrzu. Mimo, że spring za oknem. Bo ja rozumiem, że blog
Rudy zapoczątkował, rozumiem, że zżyliście się z nim, a on wziął Was na litość.
Bo oko, sroko, bo malutki, chorutki, no bidulek no. Ale się pojawiłam i nie, że
atencji potrzebuję, nie, że o splendor się domagam, nie. Są fakty. One z Wysp do najzgrabniejszych może nie należą. Może i Brytyjki zbyt urodziwe nie
są. Może i o dietę bardziej dbać powinny. Ale polska kuchnia, nie fusion,
najsmaczniejsza jest. One, jak wiemy, emocjami targane są. Targana emocjami
Ona, pocieszenia szuka. Jeśli jedyny mężczyzna w zasięgu, wykastrowany jest, to
Ona, Brytyjka, pocieszenia szuka w jedzeniu. Ona Brytyjka nie biega specjalnie,
niskopienna jest raczej, bo wiadomo, fakty, a w faktach flegma. Brytyjska. Ale
pokaże się zdjęcie Wilutka srutka i od razu lajki. I komenty. Pokaże się
zdjęcie Brytyjki, to owszem lajk jest, ale MK rozumie, bo MK z nadbudowanym
Ryśkiem mieszka i Ryśka nadbudowanego wspiera. Pokaże się zdjęcie Brytyjki i
nic. Cisza, jak makiem zasiał. To ja oficjalnie unlika strzelam. Nie to nie,
jak Rudy zaanektował bloga, to niech Rudy bloga czytających bawi. Niech wygina
ciało rude, cętkowane, zdredowane. I erudycją swą epatuje. Ja chwilowo z bloga
korzystać nie będę. Niech se Rudy poczytność zbiera. Spocznę w szafie na
pidżamkach, krewetkę przekąszę. A blog z pazurem niech se będzie
Willo-szowinistyczny. Zawsze mogę założyć liliową alternatywę. A Ryśka całuję.
Mimo, że Rudy. Gandzia. Kotka brytyjska liliowa. ![]() ![]()
poniedziałek, 21 marca 2011
Koty
wiedzą, kiedy mogą sobie pozwolić. Wiedzą, jak miauknąć, żeby zwlec z łóżka o 5
rano, bo zakrętka od wody wpadła pod kanapę, a to jest właśnie TA jedyna i
niepowtarzalna zakrętka, idealna do zabawy o 5 rano. W sobotę. Koty wiedzą, jak
należy spojrzeć, żeby skonany po pracy człowiek biegł do nocnego, bo przecież
nie ma ani jednego kawałka wędlinki, żeby kot mógł się nią pobawić. Bo zjeść
niekoniecznie. Koty wiedzą doskonale jak miauknąć, żeby przekonanemu o ich
pełnych brzuszkach człowiekowi uzmysłowić, że ma schizofrenię i koty przecież
jeść nie dostały, a że w worku puste są saszetki to się jemu, temu człowiekowi,
wydaje tylko. Bo koty jeść przecież nie dostały. Koty wiedzą, jak drapnąć w
drzwi żeby je wpuścić i jak po 5 sekundach drapnąć znowu, bo jednak nie w te
drzwi miały być wpuszczone. W te inne, po drugiej stronie mieszkania. Ale
koty wiedzą też inne rzeczy. Koty wiedzą, kiedy bumsnąć, bo człowiek jest
smutny. Koty wiedzą, kiedy show zrobić, bo człowiek nie uśmiechnięty jest. Koty
wiedzą, kiedy spać z człowiekiem, bo rozpaczliwie człowiek kogoś żywego w nocy
potrzebuje. Koty wiedzą, kiedy położyć łapkę na ramieniu człowieka, który za
rękę, w milczeniu kogoś trzymać chce. Wiedzą, kiedy człowiekowi mruczeć do
ucha, bo człowiek marzy o tym, żeby
usłyszeć więcej, niż tylko kolejną płytę z kolekcji smooth jazzu. Koty wiedzą,
kiedy usiąść naprzeciwko człowieka, i patrzeć na niego mądrymi oczami. Patrzeć
i siedzieć razem. Bo wiedzą, że czasem, takie we trójkę posiedzenie, w
milczeniu, znaczy dla człowieka więcej niż dwa miliony słów.
czwartek, 24 lutego 2011
Bo tak. Kiedy już uporaliśmy się z emocjami nader burzliwie w ostatnich dniach się kotłującymi, skonstatowaliśmy racjonalnie i kolektywnie, że nie ma w sumie tego złego, co by nam na dobre nie wyszło. TCNK wykolegowawszy się od nas, spokorniał jakoś post factum, ale my postanowiliśmy, rzecz jasna kolektywnie, focha zarzucić na trochę jednak dłużej. Bo tak – wodę do picia odkręcam ja - przy której Liliowa czuje się zdecydowanie bezpieczniej niż przy TCNK, mimo wszystko. W łóżku, odjąwszy TCNK, jest zdecydowanie więcej miejsca, co obu kotom niezwykle odpowiada. Zdecydowanie więcej czasu spędzam znów przed komputerem, co znaczy częstszą możliwość polowania na kursor oraz zasiadania na klawiaturze, tudzież pakowania się między mnie a ekran, bo Kota bardziej interesuje przecież screen niż mnie. Jest też wieczorami więcej miejsca na kanapie, co szczególnie cieszy Liliową, która zimowo rozrósłszy się, do spokojnego odpoczynku przy wieczornym filmie potrzebuje CAŁEJ JEDNEJ oparciowej poduszki. Kot William poczuł się znowu jedynym mężczyzną w naszym trzygłowym stadku i przypisawszy sobie splendor samca puszy się, wypręża pierś egzotyczną i jodłuje dumnie. Żeby nie było, że tylko koty plusy znalazły – usypia mnie mruczenie, nie chrapanie, budzi mnie mruczenie, nie chrapanie, nocne rozpychanie się brytyjsko – egzotyczne, mniej jest upierdliwe niż rozpychanie się sporych rozmiarów TCNK. I rzecz najważniejsza – nasze mieszkanie wreszcie znowu pachnie, a nie śmierdzi fajkami. TCNK kalał bowiem kuchnię dziesiątkami nikotynowych killerów. W związku z ostatnim i najmocniejszym argumentem, focha będziemy mieli dopóki nie zrobi się ciepło i nie wystawimy popielniczki na balkon. Howgh.
wtorek, 01 lutego 2011
TCNK wymiksował się był z naszego kolektywu. Nie wiemy czy trwale czy chwilowo. Nie wiemy kiedy i czy się dowiemy. Bo też umiemy strzelić focha, a co! Koty wzięły to do siebie, bo niby z nimi gadu gadu, a jednak przydomek TCNK na podstawie jego opowieści został nadany. Koty więc miauczą żałośnie, snują się po domu i epatują poczuciem winy. Robię kotom zatem terapię. Bestie, niecnie to wykorzystują, a panie w mięsnym się cieszą, że wędlinki prima sort schodzą. Koty bucają mnie symetrycznie, w związku z czym dosłownie jestem dość zachwiana. Bo, że metaforycznie i emocjonalnie to wiadomo. Kot William na dodatek wziął sobie do serca, że porzucona kobietę trzeba pocieszyć. Robi więc rzeczy praktykowane jedynie w dzieciństwie, mianowicie grucha gołębio, kicha pieszczotliwie w twarz o poranku, tuli się i śpi ze mną, co zamiast ulgi może przynieść mi nagłą acz spodziewaną śmierć spowodowaną zaduszeniem fruwającym egzotycznym sierściem. Kot Gandzia cierpi, bo nikt z nią już o poranku monologów nikotynowo – kofeinowych nie prowadzi, poza tym TCNK fontannę obiecał i nici z tego. A kobiety nie lubią jak im się gadżet obieca i słowa nie dotrzyma. Liliowa solidaryzuje się zatem ze mną w fochu i metafizycznym dołku. William nie ma komu spać na brzuchu, Liliowa nie ma z kim pogadać, ja to już w ogóle. Całe nas troje miauczy zatem, dwójka żałośnie i nic nie wiedząco, ja raczej z rosnącym poziomem irytacji, i uczuć, które określić mogę jedynie słowem niecenzuralnym, czego nie zrobię, bo nie mam info, że blog może zawierać treści przeznaczone tylko dla dorosłych. I i tak wychodzi na moje, że na takich, co mówią, że kotów nie lubią (choć zachowują się inaczej) należy uważać!
środa, 26 stycznia 2011
Wstaje zawsze bladym świtem, siedzi w kuchni kofeinuje się i nikotynuje. Ja wstaję mniej bladym ,ale dzisiaj się zdarzyło. I podsłuchałam...: TCNK: no myszko wiem, że nie lubisz dymu, to Ci kadzidełko zapalę, będzie mniej śmierdziało. „Myszka” : miauuu! TCNK: dobrze, dobrze przestawię
TCNK: wiesz, że kotki powinny pić przegotowaną wodę, prawda? „Myszka” - (rozdzierająco) – miauuuu!!! TCNK: no wykończysz mnie (dźwięk odkręcanego „Myszce” kranu) …... Wychodzę do pracy. TCNK udaje się do sypialni i rzuca do leżącego na kanapie Williama : „No Williamku, chodź ze mną, wreszcie sobie razem pośpimy”. ….. Ta.
wtorek, 04 stycznia 2011
Ja epatuję smutkiem, że tak publicznie poepatuję. Koty empatyzują się ze mną walcząc ze swoimi emocjami – to strzelą baranka, tu bumsną, to się na cały dzień pod łóżko schowają. Taki mamy tu emocjonalny bałagan trochę, więc bez większych kreatywnych wpisów, tylko informacyjnie: Kot William ma się raczej lepiej. Wciąż płacze z różnych
powodów na brązowo, tudzież roni brązowe łzy nie mogąc przywalić uciekającej
Liliowej. Na razie tylko to, więc czekam, niedługo telefoniczną konsultację dr Garncarza. Kot Gandzia coraz częściej zachowuje się adekwatnie do swojego imienia, najpierw latając po całym mieszkaniu i miaucząc na sto różnych dźwięków, a poźniej zasiada przed miseczką tudzież lodówką i domaga się, wiadomo, żołądkowego wypełniacza. Żeby zatem kota żadnego nie konfudować – bo Will oczy zapłakane, bo Gandzia się już w kadrze nie mieści, zdjęć dzisiaj nie będzie. Ale jak tylko wrócimy do formy i zacznie być jasno po moich powrotach z pracy, dokumentację zamieścimy. To tyle na razie. Reszta, jak wszyscy – mam nadzieję, wkrótce.
sobota, 06 listopada 2010
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||