STOP pseudohodowcom!
o kocie. o życiu jego. o nas. taki draśnięty Williamem blog. I tyle.
RSS
piątek, 16 października 2009

Sennie tak jakoś. Zimowo, czy co? Depresyjnie, czy co? Wietrznie i deszczowo, czy co?

I dlaczego tak?

Koty śpią, miasto śpi, kolorowe śnią się sny...

 

 

 


 

17:52, kotoblog
Link Komentarze (6) »
czwartek, 15 października 2009

Przetrzymałem ją miesiąc. Ponad miesiąc. To już coś. Ale struta jakaś taka chodzi ostatnio. Taka jakaś niewyraźna mimo, że scorbolamid bierze. I już przestała się tak narzucać. I tak siedzi przy tym komputerze, albo książkuje się na kanapie. Jakaś taka kocio jest bezrefleksyjna. Refleksyjna jest inaczej jakoś.

No dobra.

Strzeliłem baranka i rozwaliłem się brzuchem do góry.

No dobra. Rozmruczałem się.

No dobra. Fajnie było, fajnie.

No dobra. Nie raz tego baranka strzeliłem.

No dobra. Wlazłem pierwszy raz od miesiąca do tunelu i bawiłem się z Nią. Tzn. ZABAWIAŁEM Ją, żeby z tej refleksyjności ją wydobyć. Pół godziny się wysilałem i poświęcałem…

No tak .Usiadłem z Nią na krześle. I co z tego?

I co z tego, że mruczałem? Jej nie przeszkadzało.

No dobra. Aż tak źle nie było.

No dobra. Było DOBRZE. Bardzo dobrze…

William.

 


21:23, kotoblog
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 12 października 2009

Miałem być jedynym i ukochanym koteczkiem, tak?! Obietnice, przysięgi i takie tam. Nie wierz nigdy kobiecie. Ot, prawda.

Przywiozła to szare futro. Pomysł zgoła nie przemyślany i – powiem krótko – głupi. Szara, szumnie liliową zwana jest niereformowalna. Drze się niepomiernie. Przed miską się drze. Przed kanapą się drze. Jak chcę jej pokazać gdzie jej miejsce, się  drze. Ledwie podejdę do niej, no dobra, podskoczę trochę, się drze. I ni w ząb podstawowych angielskich słówek nie pojmuje. To już nawet ja się nauczyłem. Dignity. Honour. Image set. Moral spine. I więcej. Nic nie trafia.

Szara śpi z Nią. Szara Jej mruczy. Szara Ją zabawia. Dobra. Ja się przecież nie obrażam. Ja podstawowe słownictwo znam i pojęcia znam też. Ja grzeczny będę lecz oziębły. Do Niej w stosunku. Bo to nie wszystko.

Szary koszmar brytyjski to jedno. Brytyjskiego koszmaru jest jednak ciąg dalszy. Brytyjski koszmar uczłowieczony nie zniknął. On się rozprzestrzenia. Ten BBC Przyjemniaczek, chce Ją na dobre zaanektować.

Ledwie Jej bilet przysłał już pojechała. Wzięła i zostawiła podobno ukochane metki i pojechała. Wzięła drzwi zamknęła, klucze Lu zostawiła i pojechała. Sam na sam, na pastwę losu zostałem z szarą masą. Szara masa spod łóżka prawie nie wychodziła, manifestowała samotność i miaukiem do szału mnie doprowadzała.

Przez ten wyjazd Jej głupawy wciąż się ktoś tu kręcił. A to Lu, a to Doktor, a to Psycholog. I wszyscy oni Wilutku, kocinku, no przecież ja proszę, to już przesada. SAM. 5 długich dni SAM. Więc proszę Państwa ogłaszam rok manifestowania FOCHA. Nie będę Jej mruczał. Nie będę do Niej przychodził. Będę Ją pogardliwym spojrzeniem obrzucał. I nie ma zmiłuj. A jeśli Ona to zrobi, jeśli nas na Wyspy zabierze, to zrobię coś jeszcze gorszego. Przestanę być Jej Kotem i stanę się ukochanym Kotem Jego. A co! My faceci musimy trzymać się razem!

William.

 

ps. dokumentacja

Księżniczka zawsze na poduszce. A nuż na ziarnku grochu. Oby jej się odcisnęło na tym szarym futrze!!!

 

Braterska. Czysto braterka miłość.

 

Łapka w łapkę. ta ....


19:54, kotoblog
Link Komentarze (6) »
środa, 16 września 2009

Temat obiektu brytyjskiego nie liliowego zdaje się poruszałem niedawno. Zdaje się,  że nawet optymistycznie byłem nastawiony. To się że tak powiem zdaje. Bo pewne jest, że przez latające i przylatujące obiekty brytyjskie jestem osaczany.

Że się zatem tak wyżalę:

obiekt brytyjski latający se pozwala. Pozwala se skakać i latać. Se skacze na szafy, na książki se skacze, se jak pchła skacze normalnie. I wszędzie jest. W szafie jest, w umywalce jest, jest też w wannie, pod wanną i czasem w lodówce jest. Nawet. Jest też rozhisteryzowany i rozdarty. Werbalnie. Bo tylko ją ledwie łapeczką słodką rudą podduszę i już się drze. Do podłogi futerkiem najpiękniejszym rudym cętkowanym przygwożdżę i już charkotem mi zabawę psuje. A Ona oczywiście przylatuje i kazania mi prawi. Że Gandziutka malutka, że się boi, że delikatna taka. Że to, że tamto. Że dignity, że responibility. Gandziutka srutka, No .

Gorzej jeszcze się rzecz ma z obiektem brytyjskim przylatującym. Bo tu to jeszcze 8 godzin smarkulę szkolę jak sami jesteśmy. Przylatującego wyszkolić się nie da. Przylatujący jest coraz bardziej anektujący i tym samym przerażający oraz wkurzający żeby nie inwektywować bardziej.

Bo tak:

Ona wraca z pracy i pierwsze co, to mail. Drugie co, to "cześć metki", trzecie co, to zbliża się do lodówki i już jest szansa na jedzenie kiedy dzwoni telefon. I się zaczyna" Darling srarling, bejbe srejbe i takie tam. Już się nawet liliowa wkurza, ale pewnie rozumie z tego titu titu więcej ode mnie.

Bo my to się proszę Państwa boimy powiem szczerze. Bo oni knują coś podstępnie. I już znowu było "can't wait to see you next week". No jak często ten przylatywacz może tu bywać?!

A co gorsze. Oboje proszę Państwa mamy czipy. I liliowa usłyszała coś w sensie cats, passprots, would be great, by car... Ja się na językach nie znam , poliglota nie jestem, ale to nepokojące jest.

Bo love lovem ale żeby to nam przypadkiem nie zdezintegrowało. Rzeczywistości nie zdezintegrowało, bo kwestie spania to już nam dezintegruje. Chociażby.

A ostatnie w ogóle co Ona wieczorem robi, to mizia. Telefon mizia. Srizia.

Miss you, sris ju. Good night, srajt.

Brytyjska inwazja proszę Państwa. I to się może źle skończyć. Onegdaj na polskich ziemiach germanizacja postępowała, teraz się brytyzacja zaczyna. Z resztą, jak zwał tak zwał. Ja tylko delikatnie proszę Ją na ziemię sprowadzić. Coby na tej angolskiej chmurce za bardzo nie odleciała.

William.

20:16, kotoblog
Link Komentarze (2) »
czwartek, 10 września 2009

Jakby Jej mało było miauczącego z podobno brytyjskim akcentem, szarego zdecydowanie, futra z metką,  przygruchała sobie kolejny brytyjski obiekt westchnień werbalizujący angielsko z akcentem BBC English. Obiekt raczej bardziej mruczący niż miauczący. I bardziej ludzki jednak niż koci. I bez metki. Chociaż w sumie kto go tam wie.

Obiekt zaanektował na kilka dni najważniejsze w mieszkaniu meble, oraz zaanektował Ją, a Ona zaanektowała Obiekt. I się nie dziwię, ponieważ Obiekt w przeciwieństwie do brytyjskiej Nieliliowej  upierdliwy nie był.

Obiekt się najpierw grzecznie przywitał i miźnął. Obiekt zwrócił uwagę na moje szlachetne rysy i Obiekt się wycofał. Bo to przecież gentelman.

Obiekt mówił głosem ciepłym ze zdecydowanie bardziej brytyjskim akcentem niż Nieliliowa. Obiekt tymże ciepłym głosem śpiewał dla Niej, przygrywając na gitarze. Obiekt był przytulny i grzeczny. Obiekt miział bez afektacji, Obiekt nie był nachalny, Obiekt się uśmiechał i witał mnie co rano niskim „hello William, did you sleep well?”.

Obiekt zaplusował.

Nieliliowa na Obiekt focha strzeliła, bo zajął jej miejsce na poduszce i zajął Jej uwagę. Nieliliowa bardzo się starała werbalizować niezadowolenie, ale Ona zdawała się słyszeć tylko ten BBC miękki. I dobrze.

Ona wykwit bananowy na twarzy  miała ilekroć na Obiekt patrzyła, Obiekt maślanie Jej odwzajemniał. Ale nawet miło było popatrzeć na to że Obiekt taki jest gentle i taki jest Man.

Obiekt nie dość, że rozumiał Ją to rozumiał jeszcze mnie. Bo może i ja czasem humory mam, może za mało Jej mruczę i czasem Jej przykro jak udaję, że nie słyszę, ale kocham Ją tak czy siak.

Zatem Obiekt obiecał mi, że słono zapłaci jeśli Ona przez Obiekt futro moje zasoli. Obiekt przysiągł, że ten uśmiech z Jej twarzy nie zniknie, Obiekt zarzekał się, że zrobi dla Niej wszystko i że jakby co, to nam kwarantannę przyspieszoną załatwi. No.

Więc ja Obiekt za brytyjskie słowo trzymam i nie puszczam. Dopóki Ona ma ten wyraz twarzy, nie powiem, że głupawy, jestem spokojny. Ale jeśli Obiekt krok fałszywy zrobi, jeśli Ona przez Obiekt do butelki wina się przytuli i jazz smutny włączy i łzy do tego wina wylewać będzie, to przestanę być Williameczkiem słodkim. To ryknę po lwiemu i Kill Will do akcji wkroczy.

A Nieliliowa przy boku moim stanie. Bo te brytyjczyki jakiegokolwiek by nie były gatunku złe takie wcale nie są.


19:41, kotoblog
Link Komentarze (1) »

Rok minął odkąd mieszkamy razem. Rok, odkąd blog działa. Czas na podsumowanie, czas na zmianę, czas na małą reorganizację. W kolorowym mieszkaniu na zielonym osiedlu nadal mieszka kocur rudy egzotyczny cętkowany. Nadal mieszka ona. Nie ruda i nie cętkowana. W kolorowym mieszkaniu mieszka również kota liliowa (kocur twierdzi, że to dość ryzykowne nazywać ją liliową) brytyjska. W kolorowym mieszkaniu pomieszkuje też od czasu do czasu brytyjczyk, który jednak kocurem nie jest, choć czasem zdarza mu się mruczeć.

W kolorowym mieszkaniu tłoczniej się zrobiło i bardziej emoconalnie. Bo czasem rozkosznie mrucząco, czasem płaczliwie miaucząco. Jak to w życiu. W ramach jednak akcji edukacyjnej kolektywnie postanawiamy dopuścić do głosu również kotę brytyjską. Werbalnie jest jeszcze słabo skoordynowana, ale będziemy nad tym pracować.

Kocur rudy cętkowany egzotyczny wychowuje ją po kociemu, ja za pomocą spryskiwacza. Żadne z nas nie osiąga jednak zaadowalających efektów pedagogicznych. Może zatem przy pomocy słów, kota nabierze manier. W końcu metka zobowiazuje. Zatem informujemy, iż do grona istot werbalizujących się na blogu dołącza kota brytyjska.

Brytyjczyk na razie nie dołączy bo się wkupić w łaski musi i przejść przez pierwszy level kursu naszego języka ojczystego.

15:41, kotoblog
Link Komentarze (3) »
wtorek, 01 września 2009

Jasne. Że podobno liliowa i na dodatek brytyjka ponoć i niby z metką. Jasne. Szara masa nie liliowa. Szary ma nos nawet, Tyle tej szarości na niej, że na właściwą substancję szarą juź nie wystarczyło. Oszołom smarkaty no. Skacze, lata, pełen odpał. Zero szacunku dla starszyzny, zero respektu dla mnie, jedynaka, rezydenta. VIP'a. 

Mruga, miałczy, się ociera. Udeptuje ugniatuje i ONA głupieje. ONA titutuje i gandziuje. Zupelne jakby sobie tą gandzitkę cichaczem gdzieś przyjarała. Ja to spryskiwczem dostwawałem jak na stół wchodziłem, a tu podobno się zapodział gdzieś. Jasne. 

Jedzonuszko, mleczuszko kocie, sritu titu, słabo się robi. 

 

Czy ktoś ma pomysł jak pozbyć się zupełnego szarego, do niczego nie potrzebnego zwierzęcia futrzanego. Małego i tylko generującego koszty? Miałczącego i pozbawionego poczucia kociej godności? Dla tego, kogo pomysł będzie najbardziej skuteczny - przewidziana nagroda. 

Termin: ASAP!

William only and the only one.

11:10, kotoblog
Link Komentarze (4) »
niedziela, 30 sierpnia 2009

ON:

Zwariowała. Odbita jest kompletnie. Najpierw się w Brytyjczyku ludzkim zakochała. W brytyjczko-francuzie gwoli ścisłości, ale jeden kot. A teraz brytyjkę kocią tu przywlokła. I żeby TO chociaż flegmatyczne jak brytole było. Ale TO jest wszędzie. To śpi jej na głowie, TO głośne jest jak traktor peerelowski, TO spać nie daje, TO jeść nie daje, TO spokoju nie daje.

Ja jestem spolegliwy, ja się nie mieszam, ja swoją godność mam. Ale oburza mnie fakt, że smarkula śpi z nią, wyżera jej  ser z kanapki, bawi się MOIM tuelem…

Smarkula anektuje.

I mówię jej nawet grzecznie „Bad kitty” – żeby po brytyjsku zrozumiała, a ona jakby nie rozumie.

Niech wraca na te brytyjskie wrzosowiska, kolorystycznie się wpasuje, a ja będę miał święty spokój.

Te kobiety…

ONA:

Podobno to arystokrata. Dobra jak zwał tak zwał. Mryta do mnie i miałka, jakby nie pamiętał co to znaczy być w nowym domu. Dom jak dom. Kolorowy. Miski i kuweta na swoim miejscu. Łóżko w miarę wygodne. Jej włosy pachną markowym szamponem. To świadczy dobrze o niej. Jeść daje. Na miałki się nabiera. Pędzi wręcz na zawołanie. Chcę serka z kanapki, mam serek z kanapki. Co prawda nad morzem szumiało, ale może jednak jakiś pożytek z pyrlandii będę miała.

JA:

Kolejny spontan. Są dwa koty. Kot rudy znany powszechnie wszystkim i kot liliowy. Jeszcze nie znany. Z dnia na dzień zobaczyłam, z dnia na dzień zakwiczałam, z dnia na dzień pojechałam do Gdańska. Po kota. Po kotkę w zasadzie. Z Doktorem, co futer nie lubi.

Footro jest urocze. Futro jest brytyjskie. Wszystko, co brytyjskie jest ostatnio urocze. No, prawie wszystko.

Futro się bało przez 2 godziny, po 2 godz Futro stało się najodważniejsze na świecie. Się nawet zastanawiać zaczynam czy to nie kolejne wcielenie Myriand Robin Hoodowskiej. Footro liże i mruczy mruczy i liże. I śpi. I walczy z Williamem. A William walczy z footrem. Po bratersku.

Ja oczu oderwać mogę.

Futro liliowe brytyjskie to dziewczynka. Liliowe brytyjskie footro już broi. Dlatego od dziś owe footro zwać się będzie pieszczotliwie Gandzią. Bo to niezłe ziółko jest .

 

 

 

 


12:04, kotoblog
Link Komentarze (3) »
wtorek, 25 sierpnia 2009

Po pierwsze zostawiła mnie na wsi.

Po drugie zostawiła mnie z wyżłem.

Po trzecie zadzwoniła po blondynkę!!! I wtedy się zaczęło.

Z pierwszym jakoś sobie poradziłem, bo wieś w sumie jest fajna bo na wsi jest wiejski i dom i są wiejskie atrakcje. Więc to jeszcze nie dramat.

Wyżeł stanowił większą przeszkodę, bo trochę jest duży, głupi zdecydowanie i nigdy nie wiadomo co do łba wyżłowi strzeli. Opracowałem jednak wygodną strategię robienia wyżła w konia i z czasem to się nawet zrobiło zabawne.

Kłopot pojawił się  momencie zaistnienia punktu nr 3.

Przyjechała blondynka skądinąd znana również z fotografii. Blondynka to nawet jest i fajna, ale może nie koniecznie żebyśmy od razu zostawali sami. Jednak, zostaliśmy.

Opracowanie sposobu na blondynkę proste nie było. Trzęsły jej się ręce jak mi oczy myła. Usiłowałem zatem mycie wyperswadować coby bardziej mi gałki ocznej nie uszkodziła. Blondynka jest jednak niewyperswadowywalna.

Usiłowałem z blondynką prowadzić pewne negocjacje. Blondynka jest jednak jeszcze mniej reformowalna niż wyżeł. Na dodatek blondynka jest histeryczką. I potrafi tym zarazić wyżła. Ot, choćby na przykład:

Fajność domów na wsi polega na możliwości eksploracji dużych przestrzeni. Zacząłem od piwnicy. Chłodnej, mrocznej, interesującej. Nie minęła chwila, już na górze kwik i tupot. Kwik blondynki, tupot wyżła. Blondynka - wzywa imię moje na daremno. Wyżeł węszy -niestety skutecznie. Koszmar.

Pod łóżkiem siedzieć spokojnie nie można bo najpierw obie desperacko biegają po domu i ogrodzie, później zaczynają się czołgać żeby na końcu z tryumfalnym okrzykiem wydrzeć mnie z miejsca odpoczynku.

Blondynka  gapi się na mnie okrągłymi oczami, powoli zaczyna pretendować do bardziej wyłupiastego osobnika ode mnie. Maślane to to i przesłodzone. Wilutek srutek, no ile można.

Z wyżłem jest prościej bo wyżła można ignorować. Wyżła można po paskudnym nosie pacnąć i jest spokój. Wyżeł se kitra orzeszki, se zjada je głupek ze skorupkami, ale przynajmniej się czymś zajmuje.

Ale połączenie blondynki z wyżłem oraz komitywa tych dwojga powodują u mnie stany lękowe.

Jej nie wybaczę, do niej nie miałknę, nie mruknę nawet jak wróci. Niech ma! Niech wie!

A po tyk szumnie zwanych wakacjach wystosuję wniosek sanatoryjny. W pełni refundowany.  Kropka.

 

 


18:52, kotoblog
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 24 sierpnia 2009

I przepraszam. Postaram się odgruzować. Kot jest nadal na wakacjach. Ja jestem już prawie całkiem online. Kot William ma nowego Przyjaciela. Kot William ma przyjaciela wyżła. O wyżła ja jestem zazdrosna. Kot się przed Wyżłem brzuchem do góry kładzie. Kot do Wyżła mruczy i pogruchuje. Kot wyżłowi między łapami biega, w łapki się bawi, w łapkach Wyżła utulenia szuka. Wyżeł zdziwiony na kocie zaczepki ochoczo reaguje, Wyżeł nawet Kota polubił. Ba! Wyżeł Kotu matkuje. Więc na wsi ja nie mam już nic do roboty. Wracam w blokowisko i postaram się odgruzować i o wakacjach Kota opowiedzieć. A jest o czym ;)

Więc w następnym odcinku – zdjęcia i o wakacjach z blondynką. A co!

20:35, kotoblog
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10