STOP pseudohodowcom!
o kocie. o życiu jego. o nas. taki draśnięty Williamem blog. I tyle.
RSS
poniedziałek, 13 lipca 2009


Kot się puszcza sam. A w zasadzie się Kot  sam wypuszcza. Kot wypuszcza się na wyprawy ekstremalne. Kot balansuje na krawędzi. Kot wakacjujący stał się Kotem rozbisurmanionym.
Juź prawie wybaczyłam mu, źe większą część nocy spędza w łóźku doktora - to nie jest niebezpieczne. Juź przełknęłam ,źe darzony atencją przez domowników Kot przestał atencją darzyć rękę karmiącą. Juź nie zwracam uwagi na coraz odwaźniejsze poczynania Kota w kwestii rzeczy na trakcie Kota ustawionych, Rzeczy Kota irytujących. Rzeczy, których zakopanie nie pomaga, więc należy pozbyć się ich w inny sposób.
Kot zrobił jednak rzecz karygodną. Kot zaufanie moje zawiódł. Kot zignorował zakaz opuszczania ponad stu metrowego poddasza, sforsował misternie ustawione przeze mnie przeszkody i udał się na wyprawę. Kot postanowił wieczorową porą odkryć zakamarki rezydencji.  Kot bezszelestnie wziął i zszedł. Zszedł do królestwa wyżła.
Nieświadom niczego wyżeł spał ufnie wtulony w kolana jednej ze swoich ukochanych Pań. Bardzo świadom Kot bezczelnie napił się wody z miski wyżła, żeby emocjami wysuszony różowy języczek zwilżyć.
Kot zwiedzał, Wyżeł spał. My, przez Kota nie poinformowane, spokojnie piłyśmy wino. Sielaneczka.
Przebrzydły Kot, siedząc na strychu z pewnościa kalkulował. Dobrze już wiedział kiedy Wyżeł zapada w pospacerową drzemkę. Przebiegły Kot zorientował się, kiedy na dole w miarę jest bezpiecznie. Strategiczny Kot wiedział nawet gdzie miska wyżła stoi i jestem prawie pewna, że następnym razem ( o nie! nie będzie następego razu)! coś wyżłowi do miski owej dosypie. Kot stał się Kotem nieprzewidywywalnym. Kotem anektującym.
Pierwszy spadł pomidorek. Bo Kotu na parapecie werandy przeszkadzał. Za pomidorkiem poleciały orzeszki. Bo orzeszki  to znane przeszkadzacze przecież. Potem potoczyła się świeczka, co nawet Kot uznał za przesadę i ewakuował się na środkową mniejwięcej część schodów strychowych. Hałasem zaniepokojona udalam się na werandę, zauważając po drodze siedzące na schodach Futro, Futro absolutnie nic nie słyszało, bo przecieź od godziny zajmowało się czyszczeniem swych pasiastych rudości. Poza tym przecież Futro wie, że na dole bestia myśliwska mieszka, więc przecież Futro zdrowy rozsądek ma i w kłopoty pakować się nie zamierza.
Kiedy tylko zniknęłam z pola widzenia czyszczącego się Kota, Kot wycieczkę kontynuował. A my dalej w nieświadomości pogrążone konsumpcję wina kontynuowałyśmy.
Kot spotkał jednak doktora. A w zasadzie, to spotkał na drodze swojej marszruty doktorowy gabinet. I gabinet ów odwiedzić postanowił. Nie wiem, czy grzecznościowo, czy z zachwytu nad antyczną biblioteką, która w rudym łepku pewnie jawiła się jako drapak klasy lux, Kot miauknął. Trudno to nawet miaukiem nazwać, bo Kot ostatnio mutację przechodzi, ale Kot odgłos wydał. Odgłos demaskatorski. Bo doktor Kota zauważył. I nie było powiedziane, oj kochany Koteczku pobawimy się w "złapię tego kota"
(czego Kot zapewne oczekiwał). Nie zostało powiedziane w zasadzie nic. Doktor po prostu złapał Tego Kota i zawlókł na pięterko. Co więcej, doktor zamknął Tego Kota w pokoju. Doktor Kota za nieposłuszezństwo ukarał. A Kot?
Na doktora przecieź focha nie strzeli bo to nie polityczne bardzo. Ba! z polityką wręcz sprzeczne. Więc komu się dostało?
Ta...

Kot przez noc całą niestrudzenie bawił się w zjeżdżanie z belki. Tej, nad głową moją. Kot poznał dzisiaj w nocy chyba wszystkie zjazdów techniki. Spadów techniki Kot też poznał. Ja poznałam co to stan przedzawałowy, otwarty laptopik poczuł co to znaczy mieć drzazgi między klawiszkami. Weekend zakończyliśmy zatem dość oryginalnie.
Dzisiaj rano Kot leżał z łapkami rudymi wystającymi przez szparę w drzwiach. Kot na dżwięk doktora wstającego łapkami zaczął machać. Oczywiście doktor się zlitował. Poręcze wymierzył i będzie instalację robił, żeby Kot odzyskał swoje ponad 100 metrów kwadrtatowych.
I kto tu jest najgorszy? Kto wolność Kota ogranicza? Przez Kogo Kot nocki zawala bo spać z rozpaczy nie może i emocje na belkach odreagować musi?
Ta.
A RC to samo się do domu przynosi, kuwetka sama się czyści i na dodatek samonapelniająca się jest.

Ta.
Bardzo się  czuję dowartościowana od poniedziałku. Bardzo.

Ta.

Kot się szzykujący...

 

Kot, którego przecież nie ma...

 

 

Kot do orzechów...

 


22:14, kotoblog
Link Komentarze (4) »
sobota, 11 lipca 2009

Kot, jak to kot, ścieżkę swoją ma. Ale nie chadza ścieżką swoją, bo to nie jest ścieżka zwykła. Kot opracował sobie ścieżkę dostępu. Niezwykle precyzyjnie opracował. I żeby nikt, przenikt, tajemnicy ścieżki nie odkrył Kot ścieżką śmiga. (dlatego właśnie ścieżka obrazowo udokumentowana nie zostanie).

Ścieżka Kota obejmuje obszar strychu na którym Kot się wakacjuje. Obszar o powierzchni metrów kwadratowych stu. Tak w przybliżeniu.

Na powierzchni owej, jak to na strychach bywa, zakamarków i gadżetów zachwyt Kota wzbudzających jest mnóstwo. Powierzchnia składa się z dwóch pokoi zamkniętych, jednej łazienki oraz holu ogromnego otwartego. Całość okryta jest dachem spadzistym, który naturalne skosy tworzy. Skosy podparte są belkami. To tak w skrócie, dla zobrazowania.

Ścieżka dostępu pozwala dotrzeć w miejsca najbardziej Kota interesujące bez niepotrzebnego nadkładania drogi. Ścieżka fragmentami tylko przebiega przez obszar, na którym Kot grzeczny przebywać powinien, a skupia się przede wszystkim w miejscach w których obecności KotaKtóryPrzecieżNieSkacze, KotaKtóryTypowymJestKanapowcem, nikt nie przewidywał.

Co udało mi się podpatrzeć?

Start z reguły jest na parapecie w pokoju wschodnim, a meta z reguły na parapecie w pokoju zachodnim. Odstępstwa od reguły się jednak zdarzają. Skacząc z parapetu, Kot nabiera rozpędu i zdobywa jedną z belek. Zjeżdżając z belki, zahacza przelotem o toaletkę (to w pokoju zachodnim) lub o stoliczek na którym już nic nie stoi (w pokoju wschodnim). Następnie z impetem wpada na belki z drugiej strony pokoju i wypada do holu. Jeśli uda mu się wyrobić na zakręcie i nie zapomnieć o progu belkowym na podłodze, wpada w miejsce, potocznie w domu zwane wytrzeźwiałką. Tam właśnie skos jest najniższy i człowiek raczej się tam wczołguje, więc Kot czuje się tam bezkarnie. Odbija się o małe, owalne okienko, w przelocie wyciera kurze i spektakularnie ląduje na kolejnym słupku dach podpierającym. Potem z obłędem w oczach wystających, kosi rozwieszone pranie (jeśli wisi) lub przeskakuje przez sporych rozmiarów kosz wiklinowy czasem źle szerokość skoku obliczając. Jeśli rachunki Kota zawodzą, skonsternowany ląduje w koszu, z którego jednak wypryskuje niczym fontanna przed Operą w sezonie letnim. Dalsza część ścieżki przebiega analogicznie, zawsze w pokoju przeciwległym do miejsca startu. Tu zmieniają się tylko sprzęty, z których Kot się odbija lub czasem spada. Belki pozostają takie same. Parapet również.

Kot przelatuje zatem przez wiekową toaletkę – na której stoi coraz mniej, biurko, na którym leżą już tylko rzeczy papierowe, szafkę nocną na której stała lampka, ale już nie stoi. W przypływie kreatywności Kot czasem przejedzie się również  po stoliku „lack”, na którym została już tylko niebieska serwetka poślizg Kotu ułatwiająca, i z reguły kończy na parapecie, melancholijnie wpatrzony w horyzont, pośród zieleni, która cudem się uchowała – albo doniczki są za ciężkie, lub na kanapie, w pozie KotaCoSięWłaśnieObudził.

To jest ścieżka, którą Kot łaskawie mi udostępnił. Kodu nie zdradził i przebiegle zmienia czasem parametry, żebym danych przypadkiem nie skopiowała. O tajnych bazach nic mi nie wiadomo, choć podejrzewam, że istnieją.

Kot najwyraźniej wie co robi nie zdradzając mi wszystkiego. Robi to z czystego egoizmu bo gdyby pochwalił się, że opracował również strategię pozwalającą mu na wejście na antresolę znajdującą się na wysokości 5 metrów (sic!) to mogłabym tego nie przeżyć i skończyłyby się jedzeniowe dostawy na strych, co sprawiłoby Kotu kłopot. Chyba, że powstaje już w rudym łepku koncepcja przemknięcia niezauważalnie obok wyżła, który niestety sprawę eksploracji całej rezydencji Kotu komplikuje.

14:24, kotoblog
Link Komentarze (2) »
czwartek, 09 lipca 2009

Popołudnie było sobotnie i słoneczne. Wypiłyśmy z mamą na werandzie wino białe schłodzone i rozkoszowałyśmy się urokiem dnia. Wyżeł pochrapywał zmęczony tarzaniem się po trawie. Z błogiego stanu nieważkości wyrwał nas huk. Zerwałyśmy się z pistacjowych krzesełek i pognałyśmy na górę. Will siedział na środku pokoju, lekko ogłupiały i wybałuszał na nas zdecydowanie zbyt okrągłe oczy. Sprawiał wrażenie spadniętego z belki, ale nie dał po sobie nic poznać. Jakoś tak porozumiewawczo spojrzałyśmy na siebie. Wzięłam zdziwione futro pod pachę i pomaszerowałam z nim prosto do ogrodu.

Ogród duży jest. W ogrodzie dużo jest zielonej trawy, kwiatków trochę, krzaki gęste, drzew kilka. W ogrodzie dużo jest owadów i grzyb jeden też jest. Trujący.

Kot w ogrodzie był po raz pierwszy w życiu. Kotu w ogrodzie się podobało. Kot, rzekłabym, zwariował.

Pszczółki i motylki to cel ruchomy. Jak lata jedna - to się ją goni. Jak latają dwie, w dwóch różnych kierunkach, to się próbuje rozdwoić. Jak trzy, w trzech różnych kierunkach się udają, to się zaczyna irytować. Jak się rodzina stawonogów z Kota  naigrywać zaczyna, Kot się na stawonogi obraża.

Kot jednak oprócz insektów ma też inne upodobania. Kot bawi się w Tarzana, kot w busz-cata się zamienia. Maskuje się w krzakach, w krzak się Kot zamienia i po krzakach należy za Kotem biegać. Bo takie są zasady. Kot czuje się ukontentowany, ja cieszę się, że ojca mam lekarza i że środki opatrunkowe, do pomocy gotowe, w domu się znajdują. I wszyscy są zadowoleni.

Kot lubi się również okopywać. W piasku, a jeszcze lepiej w ziemi. Im ziemia ciemniesza, tym kotu się bardziej okop podoba. Kot rzadko bywa teraz rudy, bo albo kurze wyciera, albo się okopuje. Ale nie kąpię Kota, bo Kot ma przecież wakacje.

Kot na drzewie był również. Nie żeby sam wszedł, bo po co ma wchodzić sam, skoro Kota można na drzewie posadzić. Posadzony na drzewie Kot, jest Kotem zdziwionym. Nie do końca chyba ideę drzewa rozumie, albo może nie koniecznie kora orzechowa mu odpowiada. Kot zdecydowanie bardziej belki bejcowane woli. W związku z nikłym zainteresowaniem Kota korą naturalną,  Kota posadzonego NA należy zdjąć Z i odstawić. Odstawić na trawę. Trawa krótka, świeżo skoszona jest cacy, trawa za długa jest be i Kot zdegustowany siedzi albo na dwóch łapkach, albo z obrzydzeniem, na kończynach sztywnych , niczym czapla brodząca, na mniej zarośnięty grunt się przesuwa.

Kiedy Kot dość już ma świeżego powietrza należy Kota na kanapę odnieść. Niezwykle zmęczony emocjami Kot, posiliwszy się, w drzemkę zapada, żeby przed nocą siły zregenerować.  My natomiast, na werandę wracamy, żeby na kolejne genialne pomysły zregenerowanego, kreatywnego Kota - Kota na wakacjach, się znieczulić.

 

 

 

 

 

 

 

 

 


19:06, kotoblog
Link Komentarze (1) »

 

Jasmina i Sissi uległy urokowi. Dały się Dziewczyny nabrać na wzrok maślany, zamglony lekko. Zareagowały tak, jak ja swego czasu na Bono reagowałam, jak Mama moja na Franka S., jak sąsiadka moja nieletnia na Brada P.  Dały Kotu róż bukiet i blog jego nagrodziły.

Kot, zblazowany ostatnio strasznie, radosny komunikat do wiadomości przyjął i ominąwszy mnie szerokim łukiem poszedł zwiedzać strych.

Dlatego ja, w imieniu Kota serdecznie dziewczynom dziękuję! I równie wielkie uznanie do Kociego Zaułka wysyłam! Razem ze słońcem wirtualnym i całym mizianiowym pakietem.

09:11, kotoblog
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 lipca 2009

William się wakacjuje. Mieszkamy chwilowo na wsi, więc Kot oddycha świeżym powietrzem , które co jakiś czas zbyt mocno uderza mu do głowy. Ja dojeżdżam do pracy, więc na pisanie czasu nie mam. Niestety. A jest o czym pisać ... ponieważ uderzony powietrzem w głowę Kot robi rzeczy dziwne.

Kot na przykład upodobał sobie belki. Belki są wysokie i belek jest kilka. Po belkach można biegać, belki można drapać (to już nadinterpretacja Kota), można z belek spadać, można z belek skakać, można też udawać belkę, obsserwować z belki, siedząc na belce obmyślać strategię jakby tu przeskoczyć na lampę. Belki generalne fajne są.

Fajny jest też parapet. Parapet o tyle jest fajny, że żeby go zdobyć trzeba sforsować stolik, krzesło i biurko. Oczywiście można na skróty, ale po co sie męczyć skoro można stopniowo. Parapet kryje w sobie też pewną tajemnicę. Parapet ma w ogóle dualną swoją parapetowatość bo raz jest fajny, a raz Kotem rzuca. Ostatnio nad ranem rzucił  Kotem o podłogę, a potem w leżącego Kota rzucił jeszcze butelką. Granatową. To było ze strony parapeta podłe, bo w leżącego się butelkami nie rzuca! Kot się na parapet na jakiś czas obraził i siedział na przeciwko parapeta z demonstracyjnie podniesioną łapką kontuzjowaną. Kot, jak na prawdziwego faceta przystało, z uszkodzeniem obnosił nader exhibicjonistycznie. Ponieważ jednak użalałam się nad Kotem tylko jeden dzień, postanowił odobrazić się na parapet i strzelić  focha na mnie. Pewnie zasłużyłam.

Kot wrednie nauczył się mnie również straszyć. Kiedy już układam się do snu, pod belkami, Kot z impetem na belkę wbiega. Potem Kot zaczyna zjeżdżać ślizgiem nierównym otwierając coraz szerzej oczy. Mniejwięcej w połowie belki, tuż nad moją głową, Kot zatrzymuje się i postanwia się obrócić. Oczywiście, przy okazji, tylna część Kota niefortunnie z belki spada, więc przednia część wydaje przeraźliwe stęsknięcie i zaczyna się nad moją głową kolebać. Ja juź robię kalkulację operacji plastycznej zrobienia przeszczepu skóry twarzy i wtedy właśnie obie części Kota zwalają się na materac, mijając mnie mniejwięcej w odległości kilku milimetrów.

Kot korzystając z mojej nieuwagi eksploruje również przestrzeń poza pokojową. Kot bawi się w mopa włażąc w najdalsze zakątki strychu, w związku z czym, jeśli na zdjęciach będzie rudy - będzie to znak, że miałam czas malować go w Photoshopie. Kot bowiem jest raczej szary pręgowany.

Kot wybrał się również raz na parter rezydencji i spotkał tam wyżła. Wyżeł wystraszył się chyba bardziej, ale kota zeskrobywałam z drzwi pokojowych, a wyżłowi deprim podać musiałam, bo bardzo się zestresował. Od tamtego czasu Kota na dole nikt nie widział.

Kot z pewnością jeszcze niejedno wymyśli. Kot odpoczywając na wsi staje się coraz bardziej kreatywny. Kotu mikroklimat Wielkopolskiego Parku Narodowego służy niewątpliwie. W następnym odcinku będzie o tym jak Kot swój pierwszy raz na łonie natury przeżył.


 

 




16:42, kotoblog
Link Komentarze (3) »
sobota, 13 czerwca 2009

Tuż po urodzinach Kot się dorosły poczuł. Kotu się wydało, że pełnoletność osiągnął. Kot się do telefonu dobrał. Gdzie dzwonił i po co, proszę sobie dopowiedzieć ;) Kota mimika podpowiada dużo ;)

 

Zostawiła telefon. Jest okazja! Gdzie by tu zadzwonić...?

0-700...????!!!!!!!!!!!!


Mrrrrrrrrrrrrr, Kiciuuuuuuu tu Kocurrrrrrrrrr ;)

 

 

Czy 9,99 PLN za min w weekendy też obowiązuje ??!!

 

11:35, kotoblog
Link Komentarze (2) »
sobota, 06 czerwca 2009

sobotni poranek.

ON: "Jesteś pewna, że to było wczoraj? Że to już rok minął"?

ONA: "W papierach tak masz Wilutku"

ON: "Nie mów do mnie Wilutku, nie godzi się"

ONA: "No ale jak jeszcze wczoraj byłeś Wilutkiem i Ci nie przeszkadzało?!"

ON (poprzedzając kwestię rozdzierająco smutnym miałkiem): "Dzisiaj to ja już stary Kot jestem".


Ona oddaliła się, gdyż wytrącił jej z ręki argumenty.

On oddał się smutnym refleksjom na temat przemijania i sensu życia.

 


11:47, kotoblog
Link Komentarze (4) »
piątek, 05 czerwca 2009


Familia

Rok temu dokładnie, w dużym mieszkaniu, we wrocławskiej kamienicy, świat powitał miot F. F jak filantrop. F jak filozof. F jak fenomenalny. F jak fantastyczny. F również jak Faris. Bo tak mam w papierach. William dla przyjaciół. Ale nie ja o tym decydowałem. W zasadzie, patrząc z perspektywy czasu, ze smutkiem i pewnym żalem muszę stwierdzić, że nie było mi dane zadecydować o niczym.

Fason

Przede wszystkim nie miałem wpływu na to, że urodziłem się w arystokratycznej rodzinie. Z odgórnie przypisanymi cechami charakteru. W rodzinie, w której etykieta jest priorytetem. W rodzinie w której wejście na stół jest „Fe”, drapanie kanapy „faux-pax”, a próby zdobycia najwyższego szczytu w domu okazują się być zbyt „frywolne”.

Fason i klasa. I nie ważne, że są tacy, którzy czytając o cechach charakteru kota egzotycznego, uważają go za flegmatycznego fujarę. Fu!

Fizjonomia

Tu też moje zdanie się nie liczyło. Ktoś sobie zaplanował, że będę wyglądał komicznie. Nie jak kot, który w rodzinie tygrysy ma i lwy. Nie, jak istota z charakterem. Nie jak godny szacunku i respektu przeciwnik. Ktoś sobie wymyślił, że mam być słodki, uroczy, rozczulający i budzący odruch opiekuńczy. U jednych opiekuńczy u kociej mafii podwórkowej – zgoła inny. Fatalnie.

Fakt

Nikt mnie również nie zapytał o zdanie w kwestii najważniejszej. Czy na pewno chcę z nią mieszkać?! Po prostu przyjechała, wpakowała mnie do zielonej torby i wywiozła. Nie zdążyłem się pożegnać, nie zdążyłem miauknąć rozdzierająco. Nie miałem okazji się ustosunkować. Zostałem kotem wywiezionym. Kotem frasobliwym.

Fanfary

Bo jak tylko dojechaliśmy stałem się najważniejszy. Miłe to w sumie było. Bo wreszcie miski tylko moje, wreszcie koniec kolejki do kuwety. Ale, że nie do końca wiedziałem o co chodzi, z biegiem czasu stwierdzam, że zbyt entuzjastycznie nie zareagowałem. Ale takie te dni pierwsze były. Frapujące.

Farmakologia

Zdecydowanie za szybko termin ten poznałem. I wspominać owego czasu nie chcę. Krople, tabletki, żele. Żele, krople, tabletki. Wszystko skropione jej łzami. Które chyba do przyjęcia najgorsze były. Spać nie mogłem, bo budziła mnie co dwie godziny. W ciągu dnia spokoju nie miałem, bo nosiła mnie ze sobą do pracy. Fakt, wujki i ciocie trochę rekompensowały. Ale i tak, wspominać tego nie chcę. Fatalnie.

Feeria

Życia. Zdarzeń. Emocji i uczuć. Dwunastomiesięczna. Trzystusześćdziesięciopięciodniowa. Refleksyjna.

Figlarny jestem i figle lubię. Fantazjować też. Zarzucanego flegmatyzmu nie posiadam. Fajtłapą tez mnie nazwać nie można. A że czasem coś spadnie to już wina tego, co spada. Faktycznie.

Mam futro i furczę. Fircykowatość czasem mi zarzucają.

Fenomenalnie.

Rok temu dokładnie był w kraju dzień bez torebki foliowej. Rok temu dokładnie nie wiedziałem jeszcze, że to właśnie ona bez torebki foliowej ale za to z torbą z akcentami fioletowymi się pojawi.

Dokładnie rok temu nie wiedziałem jeszcze zbyt wiele. Ona nie wiedziała jeszcze, że już się dla niej urodziłem.

Był to po prostu kolejny dzień czerwca. Dzień, który absolutnie nie zapowiadał przełomu. Absolutnej rewolucji w życiu kobiety rasy europejskiej sztuk 1 i kota rasy egzotycznej. Sztuk 1. Również nie zapowiadał.

 


22:42, kotoblog
Link Komentarze (3) »

Drogie Rashidy, Mamo i Tato, Siostry i Bracia z Miotu ‘F”,

Dzisiaj cieszę się, że oczy nasze arystokratyczne z natury łzawią. Bo dnia 5- go czerwca zawsze będę się wzruszał. Co rok. A nie chcę o mazgajstwo być posądzony, więc niech łzawią!

Fatmah, Farrah, Farrido! Fahimie, Farracie! Mam nadzieję, że życie Wasze myszami jest usłane. Że macie na co polować, że pozwalają Wam skakać  po czym chcecie. Że miski Wasze RC nieustannie pachną. Że ludzie Wasi łóżka mają wygodne. Że Wasi Ludzie są wyrozumiali i elastyczni.

I życzę Wam moi Kochani żeby ten pierwszy rok był tylko pięknym początkiem jeszcze piękniejszego życia. Żebyście mogli zaanektować jeszcze więcej kanap, łóżek i foteli. Żeby doniczki jeszcze piękniej brzęczały spadając na posadzki. Żeby ludzie Wasi wstawali na Wasz sygnał coraz wcześniej i trapieni wyrzutami sumienia wracali do Was w połowie dnia.

Życzę Wam człowieków wyrozumiałych i hojnych. Człowieków powściągliwych emocjonalnie i znających swoje miejsce w szeregu.

Jeśli Was dokocili, mam nadzieję, że dokoty miejsce w szeregu już znają. Jak nie, fora ze dwora – mi się intruza udało wyekspediować!

Rodzice Drodzy, w pierwszą rocznicę naszych urodzin, możecie być dumni! Dzielnie Wasze geny reprezentujemy!

Rashidy! Drugiego miotu „F” nie będzie, ale życzę Wam chociaż w połowie tak uroczych kociąt. I dziękuję za 3-miesięczną opiekę. Zwłaszcza Tobie, Młoda;) I specjalne furrrkotanie dla Ciebie.

I wszystkim radosnego świętowania. Przy tuńczyku, przy wołowince świeżutkiej, przy odrobinie jogurtu. Przy szampanie ewentualnie choć osobiście, tę opcję, zakopuję.

Wasz Faris vel William.

 


00:17, kotoblog
Link Komentarze (1) »
1 ... 6 , 7 , 8 , 9 , 10